RSS
 

Aktualności z kraju.

18 paź

Trwa krajowa wojna o dżendery.
A w naszej klasie nudy, stara dobra matematyka.
Dzieci stoją w rzędzie z naklejonymi na koszulkach cyframi: 2, 3, 4, 5, 9 i 10. Zadanie polega oto na tym, że piszę ja na tablicy liczbę, a osoby, które „są” dzilnikiem danej liczby występują. Łatwe? Pewnie, że łatwe.
Piszę więc 132; występują dzieci z naklejoną 2, 3 i 4.
- Dobrze! – chwalę. To teraz inna liczba, niech dzielniki wstąpią.
- Pani Alicjo!! – mówi napominająco H. – Tu są też dziewczynki.
- ?
- Dzielniki i dzielnice!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W krainie fleksji.

06 cze

Czytaliśmy z czwartakami przecudnej urody wiersz o maju. Pięknie w nim było namalowane to, co wtedy na świecie się dzieje. Potem pomówiliśmy jeszcze o dziecięcych własnych przyrody majowej obserwacjach, po czym przystępujemy oto to sporządzania opisu tegoż właśnie wspaniałego wiosennego miesiąca. Piszę zatem na tablicy wersalikami barwnymi: OPIS MAJA.
Po chwili zgłasza się Sz. i pyta z przekąsem:
- A wie pani, jakie zwierzątko posiada maj?
- Zwierzątko?.. Maj..? – Sz. jest nowy w naszej klasie i lękam się jakiejś grubej zgrywy. – Noo…
- Pszczółkę! – odparowuje On nie wytrzymawszy napięcia.
- ? – dzieci patrzą na Sz. i chyba też się boją.
- Noo, ej. Czyja pszczółka? Pszczółka maja!
Tak. Trzy tygodnie jest w szkole, a już nasz :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kto pyta, niech błądzi.

15 maj

Zadanie dyktuję na matematyce. Tekstowe.
„Czwartaki zbierały na polu truskawki. Hela zebrała 314, Adam 402, Julka 365, Wiktoria 320, Maurycy 378, a Szymek 403…”…
Zawieszam głos czekając, aż sami wpadną na to, jakie trzeba by tu zadać pytanie. I widzę, że jest gotowość. Chęć się wypowiedzenia. łapię w lot spojrzenie H., która wprost w me uśmiechnięte lico wyparowuje:
„Ile kosztowały truskawki”?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Polsko, ojczyzno moja!

04 gru

Malowaliśmy obraz na wystawę. Każdy miał stworzyć kawałek. A że o Polsce konkurs, to pani B. wymyśliła, że czwartaki przedstawią  nasze polskie ziemie. Że charakterystyczne namalują cztery zakątki: że góry Tatry, że morze i że dwa jakieś jeszcze. Dzieci myślą zatem – jakie.

- Proszę pani, a ja to bym bardzo chciał namalować dziś samolot – wyrywa się nagle ni z gruszki nie z pietruszki A.

- Ale jak to, przecież Polskę malujemy. Samolot innym razem.

- A chociaż taki malutki..? – A. trudno zbić z pantałyku. – Pod samymi chmurami?

- Nie, daj spokój, narysujesz sobie na świetlicy taki samolot, jaki tylko będziesz chciał. A teraz mi powiedz – co zatem umieścisz na swojej części kartki.

- Hmm.. Nie wiem.. … …No naprawdę, nic mi nie przychodzi do głowy..

- Pomyśl, co byś chciał namlować? – pani B. zdecydowanie za malo przebywa z Misiakami, zadała więc takie oto nieostrożne pytanie.

- No mówiłem już: samolot!! – w oczach A. znów błyskają iskierki pasji.

- Aj, samolot, samolot… Pomyśl lepiej o jakimś miejscu w Polsce, które lubisz.. Jakieś może miasto, w którym byłeś… – pani B. wspiera i naprowadza.

- Nie wiem… Warszawa?

- Dobrze, świetnie, niech będzie Warszawa! Stolica! Wieżowce, syrenka… tyle pięknych zabytków! No, to maluj Warszawę. – pani B. jest zadowolona.

Dzieci zabierają się do pracy. Pani chodzi między nimi i popatruje, co tam kto już zaczął i jak mu to idzie.

- No i co wybrałeś z tej Warszawy, hmm? – zagaja miło zapracowanego A.

- …Bemowo!  :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pora relaksu.

16 paź

Jesień-plesień. Ale póki nie, to na wycieczkę, hej, w góry lasy!

Idziemy zatem knieją dziką, każden w kostur wędrowniczy uzbrojon. Grzybów szukamy po chabaziach, jako nasi praszczurowie łup z wycieczki do dom przyniesiem. A grzybów mnogo: najwięcej rydzów, podgrzybek się trafi co jakiś czas, a bywa, że i borowik.
Idą więc Misiaki zapatrzone w kolorowy liściasto-chaszczowy bałagan skarbów runa leśnego z ochotą i w skupieniu zacnym poszukują. Co i rusz rozlega się wołanie na puszczy:
- Jaaa..! Ale rydzyki, ej, chodźcie szybko, bo uciekną! Zrywamy!
- Ooo, ale masz podgrzybka, jak z obrazka taki, namalowany że niby!
Obok mnie też kilkoro zapamiętałych grzybiarzy i grzybiarek rozpytuje o coraz to nowe znajdowane okazy. A ten fioletowy to jaki, a czemu tamten taki śmiszny. I naraz ktoś pyta:
- A opieńków nie widzę…
- A – wtrącam się fachowo. – O tej porze opieńki jeszcze nie rosną.
Chwila milczenia, błądzenia wzrokiem pomiędzy paprociami. I naraz pytanie znów, ale do kolegi:
- Hej, powiedz mi, która godzina?
- Yyy..to będzie.. (kolega patrzy chwilę na przegub dłoni) Kwadrans po pierwszej. A co?
- A nic. Czekam na tę porę na opieńki. Pani Alicjo, tak po czternastej to już będą, nie?

Patrzę na lico – a tam bezmiar powagi. Złamany lekkim błyskiem ironii. Dziesięciolatki. Dziewięciolatki. A ileż błysku!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kartka z wakacji

08 wrz

Od jakiegoś czasu segregujemy odpady. Poszliśmy je wyrzucić więc. Przez ogród. A potem wzdłuż Wilgi, do ulicy. I gdyśmy wyszli już z naszej okolicznej ciszy w hałas ul. Konopnickiej – po chwili minęło nas ogromne auto z naczepą, na której wieziono świerkowe i bukowe pnie.

- Oo, proszę pani! Drzewa jadą!

- A dokąd one jadą, jak myślicie?

- A.. no… na wakacje pewnie!

- A dokąd drzewa mogą jechać na wakacje, hmm?

- Do Chorwacji!

- W Tatry jadą! Wlezą tam na górę i tam będą rosły!

- Rosły? Ee, nie. Na wakacjach się nie pracuje. Nie będę rosły. Się położą.

W gwar rozmów włączył się nagle cichy głos A., który dotąd się nie odzywał.

- Do tartaku – wychrypiał niemal szeptem. – One jadą  d o  t a r t a k u .

- …i tam będą leżały, co?… – inne dzieci nagle się jakoś spięły, nie wiedzieć czemu….

- Taa… będę leżały… Na płasko… Zupełnie na płasko. Jak.. jak deski..

- …

- …

- …Hej, drzewa! Przyślijcie nam kartkę! – krzyknęła J. za oddalająca się ciężarówką.

- Kartkę… – burknął do siebie A. – Kartkę. Tak. A Ty wiesz, z czego się papier robi?

J. nagle zorientowała się, że wie.

- …Papa, drzewa! Mejla nam przyślijcie! Albo smsa! Kto by się tam troszczył o jakieś głupie kartki…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Anegdoty spod Babiej Góry.

24 cze

Pojechaliśmy do Zawoi. Deszcz padał. Bezustannie. Ale dobrze było, a jakże. Dobrze i twórczo.

Wracamy z kaloszowej przeprawy przez rzekę. Leje. I w pewnej chwili W. mówi ni to do mnie, ni to w świat:

- Czuję się jak kartka papieru..

- Kartka papieru?! – ja na to.

- No tak..

- Ale dlaczego, na Boga, kartka papieru?!

- Bo jestem cała mokra..

- Ale przecież kartki papieru są suche!

- Nasze na malowaniu są mokre.

(Uwaga, anegdota zabawna tylko dla zorientowanych w metodyce waldorfskiej.)

 

Przychodzimy do pensjonatu. Dziewczyny biegają, hałasują, pacyfikuję je więc i zapowiadam, że jeśli nadal z Ich pokoju będą dobiegały krzyki – to będzie bardzo bardzo bardzo źle. Więc cichną.  Po kilku chwilach W. przychodzi do nauczycielskiego pokoju o coś zapytać. Zapytuje. Dziękuje. Wychodzi. Na korytarzu cisza jak makiem zasiał. Wraca za piętnaście sekund.

- Proszę pani… Przepraszam.. Ale…  … …Gdzie ja mieszkam?

Tak cicho było wokół, że nie słyszała, gdzie jest reszta dziewczynek.

 

Wyprawa druga. Do skansenu idziemy. Chodnik, obok ulica. Co jakiś czas mijają nas auta. Weronika ma refleksję.

- Ależ te samochody hałasują!

- Tak taaak… – odpowiada Jej chór czujnych ekologicznie dzieci.

- A jak by hałasowały… – ciągnie dalej Wer., – gdyby miały kwadratowe koła!

I nagle robi się cicho, bo wszyscyśmy sobie wyobrazili huk, jaki by temu towarzyszył.Jak to świetnie, że jednak nie mają..!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Krawiec i bębniarz w jednym stali domu…

04 cze

Trwa epoka języka polskiego. Spośród zadań takie stawiamy sobie ostatnio: pleciemy historię zdanie po zdaniu. Ja zaczynam, następne dziecko dodaje kolejne wydarzenie, i tak dalej i dalej. I dziś uplotło nam się takie cudo. Siedzicie wygodnie? No to posłuchajcie…

 

Krawiec obudził się tego ranka bardzo niewyspany. Przez całą noc ktoś bębnił za ścianą. Poszedł więc nad ranem, zły i śpiący, poszukać źródła hałasu. Znalazł je u sąsiada, który okazał się być zapalonym bębniarzem. Nawyrzucał mu soczyście i niewyspany poszedł do pracy. Siedzi krawiec w swoim warsztacie aż tu naraz wchodzi klient. Krawiec patrzy zdumiony, a to ów bębniarz! Ubranie chce zamówić. Więc krawiec go z uśmiechem informuje, że owszem, chętnie dlań uszyje co trzeba, ale za bardzo wygórowaną cenę, bo jest na niego nadal zły potwornie. Bębniarz uchodzi z pracowni krawieckiej z niczym. Po chwili krawca zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia, postanawia więc odnaleźć bębniarza. Znajduje go siedzącego w kącie (?!?) i płaczącego. Postanawia uszyć mu ubranie po normalnej cenie. Dobijają targu.

Tej nocy bębniarz nie może spać. Budzi go w środku nocy stukot maszyny, na której krawiec szyje dla niego ubranie. Zły idzie mu o tym powiedzieć, ale krawiec nie zgadza się przestać. Ma robotę. Nazajutrz niewyspany bębniarz jest zły jak osa. Wcześnie rano otwiera drzwi. Na progu stoi krawiec. Chce, by tamten zrobił dla niego bęben. Bębniarz zgadza się, ale żąda bardzo wysokiej ceny. Sytuacja się powtarza: krawiec w smutku ucieka, tknięty wyrzutem sumienia bębniarz odnajduje go i postanawia… Co , myśleliście, że zrobić mu bęben po normalnej cenie? Nie! Proponuje krawcowi niezwykły układ: krawiec uszyje mu ubranie, a ten w zamian zrobi mu bęben! Razem siedzą w nocy i hałasują: jeden na maszynie do szycia, drugi próbując naciagnięte nowe bębny.

Kurtyna?

A skąd!

W sielskiej kompromisowej atmosferze otwierają się okna sąsiadów, którzy, porażeni zdublowanym hałasem robią im obu karczemną sąsiedzką awanturę.

 

Tu, niestety, historia się skończyła, bo przeszły już dwie kolejki, a tyle było na nią zaplanowane. Jak myślicie: co było dalej?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ko-ko-dak, euro tak!

28 maj

Idziemy na wycieczkę. Bierzemy misie w teczkę.

- Koko koko euro spookooo… – zaśpiewuje ni stąd ni zowąd  A. na całą ulicę.

- Ej.. – pyta po chwili M. – A czemu ta piosenka jest o kurze?

- Co? – A. nie wie.

- No o piłce powinna być, nie? – M. robi się różowy na twarzy z emocji.

- Jest! Nie widzisz związku? – A. łypie oczami na lewo i prawo.

M. nie widzi.

- Słuchaj.. – zaczyna A. – Piłka nożna to narodowy sport Polaków. Tak?

- Tak. – Sokrates byłby z M. dumny.

- No, a kura to narodowe polskie zwierzę!

Aż dziw, że jajeczne lobby jeszcze nie zwęszyło interesu…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pies piesowi oka nie wykole.

26 maj

Lekcja w Dzień Praw Zwierząt. Zanim oznajmię Misiakom, jakie dziś święto, opowiadam historię o psie, któren to pies podłego miał właściciela, co go bił okrutnie i radość z tego miał wielką (właściciel, nie pies, rzecz jasna). Pies z domu uciec próbował, ale go pan niedobry chwytał i znów kosturem kości mu przetrącał. Wsłuchują się dzieci, na licach maluje się im oburzenie święte, raz po raz syczą zajadle i piąstkami oprawcy wygrażają. Pytam więc u kresu opowieści, by na temat dnia Ich sprytnie naprowadzić:

- No, i jak Wam się zdaje, czy taki pies to w zaistniałej sytuacji ma jakieś prawo?

- Taaaak! – grzmią chórem w odpowiedzi.  - Pewnie, że ma!

Oj – myślę sobie. Skąd Oni widzą o tym, że ustawa, że można takiego psiego boksera (sic!) zaskarżyć… Myślałam, że Im co nowego powiem.. Ech, no trudno.

- Jakie prawo ma zatem ów pies, powiedzcie? – kontynuuję.

- Ma prawo UGRYŹĆ TEGO IDIOTĘ, proszę pani!

- ?

- Ugryźć mocno, najmocniej, i nie iść za to do psiego więzienia!

Dzień Praw Zwierząt, 22 maja. Na wszelkie wypadek zakładajcie wtedy gumowe ochraniacze na kończyny.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS