RSS
 

Quis custodiet custodies?

22 lut

Druga epoka matematyki w klasie pierwszej. Liczby rzymskie. Rachujemy palce, krzyżujemy kciuki rozcapierzonych dłoni. Każdej liczbie rysujemy daszek i podłogę, a między nimi umieszczamy stosowne znaki. Jasne jest V , jasne X. Jest już nawet IV, jest IX, jest XIII. Pracy w zeszycie nad komponowaniem coraz to nowych liczb towarzyszy cichy, skupiony namysł. I nagle wyrywa się N.:
- Bo te palce, pani Alicjo…
- Taak? – zachęcam uśmiechem.
- …Bo jedynka to jeden palec, wiadomo.. siódemka to dłoń, czyli pięć, i jeszcze dwa… A… a ja tam patrzę na te palce, i… no…
- No..?
-…jak będzie zero? Zero po rzymsku?

Nie wiem, czy wiecie, ale „po rzymsku” nie ma zera. Dziesiątki, setki i wyżej zapisuje się multiplikując (dwudziestka to dwie dziesiątki, sześćsetka – pięćset i sto i tak dalej). Oj – pomyślałam. Trzeba wyjaśnić siedmiolatce nieobecność ważnej bądź co bądź (z punktu widzenia zapisu arabskiego i w ogóle pojęcia „zera” jako istoty braku) cyfry.
Opowiadam. Pokazuję. Wyjaśniam. Gimnastykuję się, pocę. Dziewczynka słucha spokojnie, po czym konkluduje.
- A ja wiem, jak się pisze zero po rzymsku.
- ?
- Oni nie wymyślili, to ja wymyśliłam. Teraz wymyśliłam.
Po czym bez żanady wychodzi z ławki, podchodzi do tablicy i kredą rysuje daszek i podłogę zostawiając pomiędzy nimi pustą przestrzeń.
- Zaro palców, pani Alicjo. To bardzo proste. Zero palców.
Chwalę pomysł. Ale nie byłabym sobą, gdybym…
- Słuchaj, a po co Rzymianom byłoby takie zero? Bo nie do zapisu liczb; pamiętasz, pokazywałam Wam: dwadzieścia to dwie dziesiątki, czyli XX, trzydzieści…
- JAK TO, PO CO ZERO?! – N. aż wstaje z krzesła. – A jak ktoś nie miał nic? Zupełnie nic? Pomyślała pani o tym?!

Nie pomyślałam. Rzymianie chyba też nie pomyśleli. A taki niby mądry był naród…

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS