RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Do pociągu byle jakiego.

14 cze

Na Waldorfskie Igrzyska Olimpijskie do Poznania wiózł nas pociąg długie prawie-osiem-godzin. Trochę było czytania, trochę szycia tunik na ostatnią chwilę, a trochę gapienia się przez okno.
J., siedząca przy samej szybie zaczęła w pewnej chwili z właściwym sobie przejęciem opowiadać o tym, jak to niedawno na stacji w Łodzi Kaliskiej spędziła z mamą masę czasu w oczekiwaniu na pociąg, który się spóźniał.
- To było okropne! – pokrzykiwała J. na cały przedział. – Nie miałyśmy co jeść ani co pić, bo wszystkie pieniądze wydałyśmy na bilet, a pociągu ciągle nie było i nie było! Ławkę, na której przez te długie godziny siedziałam zapamiętam do końca życia! Ta wstrętna stacja, te wstrętne ciągnące się minuty. Ach! Niech będą przeklęte!
Jechaliśmy dłuższą chwilę rozmyślając nad tym, co biedną J. spotkało. Po pewnym czasie pociąg począł hamować; było widać, że zbliża się do następnej stacji. Faktycznie, już wkrótce oczom naszym ukazały się pierwsze kolejowe zabudowania.
- To ONA! – wrzasnęła J. tak nagle, że aż ukłułam się igłą w palec (tak tak, ja też nie uszyłam tuniki na czas…). Łódź Kaliska! Och, Boże, jakże ja nienawidzę tej stacji! Te ściany, te słupy! O niee, i ta ławka, okropna ławka, na której spędziłam tyle godzin! Trzymajcie mnie, nie chcę na to patrzeć!
J. zasłoniła oczy rękami i opadła z emfazą na siedzenie. Hamujemy. I w tej ciszy, w tej słynnej, ciszy, która nastaje tuz po tym, gdy zgrzyt zatrzymywanej maszynerii ucichnie, słychać głos A.:
- Ej. To jest Tomaszów Mazowiecki. Tu jest napisane.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS