RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2012

Anegdoty spod Babiej Góry.

24 cze

Pojechaliśmy do Zawoi. Deszcz padał. Bezustannie. Ale dobrze było, a jakże. Dobrze i twórczo.

Wracamy z kaloszowej przeprawy przez rzekę. Leje. I w pewnej chwili W. mówi ni to do mnie, ni to w świat:

- Czuję się jak kartka papieru..

- Kartka papieru?! – ja na to.

- No tak..

- Ale dlaczego, na Boga, kartka papieru?!

- Bo jestem cała mokra..

- Ale przecież kartki papieru są suche!

- Nasze na malowaniu są mokre.

(Uwaga, anegdota zabawna tylko dla zorientowanych w metodyce waldorfskiej.)

 

Przychodzimy do pensjonatu. Dziewczyny biegają, hałasują, pacyfikuję je więc i zapowiadam, że jeśli nadal z Ich pokoju będą dobiegały krzyki – to będzie bardzo bardzo bardzo źle. Więc cichną.  Po kilku chwilach W. przychodzi do nauczycielskiego pokoju o coś zapytać. Zapytuje. Dziękuje. Wychodzi. Na korytarzu cisza jak makiem zasiał. Wraca za piętnaście sekund.

- Proszę pani… Przepraszam.. Ale…  … …Gdzie ja mieszkam?

Tak cicho było wokół, że nie słyszała, gdzie jest reszta dziewczynek.

 

Wyprawa druga. Do skansenu idziemy. Chodnik, obok ulica. Co jakiś czas mijają nas auta. Weronika ma refleksję.

- Ależ te samochody hałasują!

- Tak taaak… – odpowiada Jej chór czujnych ekologicznie dzieci.

- A jak by hałasowały… – ciągnie dalej Wer., – gdyby miały kwadratowe koła!

I nagle robi się cicho, bo wszyscyśmy sobie wyobrazili huk, jaki by temu towarzyszył.Jak to świetnie, że jednak nie mają..!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Krawiec i bębniarz w jednym stali domu…

04 cze

Trwa epoka języka polskiego. Spośród zadań takie stawiamy sobie ostatnio: pleciemy historię zdanie po zdaniu. Ja zaczynam, następne dziecko dodaje kolejne wydarzenie, i tak dalej i dalej. I dziś uplotło nam się takie cudo. Siedzicie wygodnie? No to posłuchajcie…

 

Krawiec obudził się tego ranka bardzo niewyspany. Przez całą noc ktoś bębnił za ścianą. Poszedł więc nad ranem, zły i śpiący, poszukać źródła hałasu. Znalazł je u sąsiada, który okazał się być zapalonym bębniarzem. Nawyrzucał mu soczyście i niewyspany poszedł do pracy. Siedzi krawiec w swoim warsztacie aż tu naraz wchodzi klient. Krawiec patrzy zdumiony, a to ów bębniarz! Ubranie chce zamówić. Więc krawiec go z uśmiechem informuje, że owszem, chętnie dlań uszyje co trzeba, ale za bardzo wygórowaną cenę, bo jest na niego nadal zły potwornie. Bębniarz uchodzi z pracowni krawieckiej z niczym. Po chwili krawca zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia, postanawia więc odnaleźć bębniarza. Znajduje go siedzącego w kącie (?!?) i płaczącego. Postanawia uszyć mu ubranie po normalnej cenie. Dobijają targu.

Tej nocy bębniarz nie może spać. Budzi go w środku nocy stukot maszyny, na której krawiec szyje dla niego ubranie. Zły idzie mu o tym powiedzieć, ale krawiec nie zgadza się przestać. Ma robotę. Nazajutrz niewyspany bębniarz jest zły jak osa. Wcześnie rano otwiera drzwi. Na progu stoi krawiec. Chce, by tamten zrobił dla niego bęben. Bębniarz zgadza się, ale żąda bardzo wysokiej ceny. Sytuacja się powtarza: krawiec w smutku ucieka, tknięty wyrzutem sumienia bębniarz odnajduje go i postanawia… Co , myśleliście, że zrobić mu bęben po normalnej cenie? Nie! Proponuje krawcowi niezwykły układ: krawiec uszyje mu ubranie, a ten w zamian zrobi mu bęben! Razem siedzą w nocy i hałasują: jeden na maszynie do szycia, drugi próbując naciagnięte nowe bębny.

Kurtyna?

A skąd!

W sielskiej kompromisowej atmosferze otwierają się okna sąsiadów, którzy, porażeni zdublowanym hałasem robią im obu karczemną sąsiedzką awanturę.

 

Tu, niestety, historia się skończyła, bo przeszły już dwie kolejki, a tyle było na nią zaplanowane. Jak myślicie: co było dalej?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS