RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2012

Sam jeszcze nie wiem, co ze mnie wyrośnie…

19 kwi

Kończymy epokę starych rzemiosł, postanowiłam więc pomówić z trzeciakami o tym, kim chcieliby być. Przy okazji poprosiłam, by opowiedzieli o drodze, którą, Ich zdanie, trzeba przejść, by dany zawód móc wykonywać.

A. chce zostać dyrektorem banku. Zapytany o to, co Jego zdaniem trzeba zrobić, by takowym zostać, począł głośno myśleć:

- Cóż… Wiedzy taki dyrektor to mieć nie musi… Siedzi, papiery podpisuje.

- A szkoły jakieś, jak myślisz, czy trzeba jakieś szkoły wcześniej skończyć?

- Podstawówkę.

- ?

- No, żeby umieć pisać, psze pani. Te papiery podpisywać żeby umieć.

 

A potem W. objaśniała nam przez kwadrans, że będzie krytyczką w programie telewizyjnym „Hot czy not”. Wieleśmy pytań zadali i i wiele wody w Wildze upłynęło, nim pojęliśmy, co to za program jest. Otóż, wyobraźcie sobie, Wy, wrażliwi poznawczo czytelnicy i czytelniczki wrażliwe, że jest to szoł, w którym ocenia się za pomocą słów „hot” lub „not” urodę i atrakcyjność osób, które o ową krytykę zabiegają. Gdzie Ona to widziała i dlaczego nikt nie zasłonił Jej oczu – nie wiem. Dość, że taki właśnie zawód sobie oto wybrała, kobyłka stoi u płotu i trzeba ciągnąć ją (kobyłkę) dalej w zarośla. Pytam więc, co umieć należy, by ową krytyczką zostać.

- Oj, to baardzo trudny zawód, pani Alicjo! – odpowiada zatroskana W.

- A dlaczegóż to? – ja na to, niemniej zatroskana.

- Bo trzeba być… trzeba być bardzo twardą.

- ?

- Ach, no jakże to? Jakie to musi być trudne, powiedzieć komuś: not, not, kolego!

- !

- Ale ja sobie dam radę. Proszę się nie martwić. Ja sobie z tym dam radę.

Not. NOT, ludzie!!!!  - wywrzaskuje W. w ciasną przestrzeń klasy.

 

No, a Helenka chce zostać weterynarką. Opowiadała, że studia trzeba skończyć, że budowę zwierząt poznać, ich choroby, że mieć trzeba praktyki w lecznicy, w gospodarstwach… No tak. Ale czymże to jest naprzeciw słodkiego losu dyrektora banku czy ciężkiej orki krytyczki?

Niczem!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historia bardzo podoba do tej bożonarodzeniowej.

04 kwi

Idzie ku świętom, zrobiliśmy więc palmy. Opowiadałam też misiakom jak to drzewiej z palmami bywało, bo zwyczaj prastary jest.

- I, wiecie, ludzie po polach i łąkach różne cudowności zbierali kolorowe, coby je do palm powplatać.

- Ale proszę pani, przecież teraz jest bardzo mało kolorów na świecie. Szaro..

- No, i otóż to! – złapałam w lot okazję do podróży wgłąb wyobraźni. – Jak Wam się zdaje, co więc zbierano na przednówku? Co teraz jest kolorowe?

- Kwiatki? – zapytał ktoś niepewnie, by po chwili zostać zakrzyczanym, że przecież kwiatki jeszcze niezupełnie z ziemi wylazły, i tylko jakieś białe przebiśniegi, a co to właściwie jest za kolor.

- No! – zachęcam. – Co można znaleźć w lesie kolorowego?

- Grzyby! – rzuca W., zanim dotrze do Niej, że mamy jednak kwiecień.

- Pomyślcie… – podpowiadam delikatnie. – Idziecie łąką… I co tam się kolorowo w trawie wyróżnia..?

- Wiem, wiem! – wykrzykuje triumfalnie J. – Śmieci!

W tej samej chwili H. wpada Jej w słowo:

- Martwy ptak!

Stąd już do barwnych piórek było blisko, więc łatwo Ich naprowadziłam.

A potem mię naszła refleksja.

Po jakich łąkach chodzą moje dzieci i dlaczego, na Boga, ten ptak jest martwy..?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS