RSS
 

Archiwum - Październik, 2011

Bóg umarł.

28 paź

Szósty dzień stworzenia świata: powstały zwierzęta lądowe i ludzie. Dzieci po długiej rozmowie zabierają się za rysowanie. I, jak się zresztą spodziewałam, za wątpliwości natury ontologicznej:
- Czy ci ludzie to byli jakoś ubrani? – pyta jeden trzeciak.
- Noo..! – odpowiada inny, nim zdążę otworzyć usta. – Ja im rysuję spódniczki z trawy.
- A ja staniki z kokosów! – dopowiada trzeci.
- Z całych??
- Nie no, z połówek. I buty. Buty też z połówek.
-Takie małe mieli stopy? Ja mam 32 numer, są takie kokosy, myślisz?

Trwa debata na temat rozmiarów orzechów i sposobów ich sznurowania, którą przerywa nagły wrzask W.:
- Aloha!!!
- A Ty co? – pyta kolega z ławki.

Ale W. jest już cała zanurzona w swoim obrazku. Zaglądam przez ramię i widzę, że nastrój stworzenia świata ustąpił miejsca klimatowi hawajskich wczasów. Pierwsi ludzie są obwieszeni wieńcami barwnych z kwiatów, siedzą pod palmami, na których przysiadły fantazyjnie ufryzowane papugi i tukany. Trzeciaki raz po raz odkładają kredki i próbują falować w tańcu, który kojarzy im się z beztroską egzotycznych wakacji.
No nic – myślę. – Czemu nie mają tak właśnie wyobrażac sobie świata zaraz po stworzeniu?
I wtedy odzywa się A.:
- O rany, a ja narysowałem lecącego nietoperza, choć to jest dzień przecież! Ale w sumie takie to były czasy, że wszystko mogło się zdarzyć. Nikt nad niczym jeszcze nie panował.
- Takie czasy, takie czasy… Nikt nie panował… – powtarzają w zadumie wszyscy i zastygają nad obrazkami w pozie antycznych myślicieli.

I tak właśnie, nagle, pośród epikurejskiej sielanki, dopadł moje dziewięciolatki nietscheański zmierzch bogów.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozgwiazda plażowa.

15 paź

Lekcja z Trzeciakami, epoka stworzenia świata, dzień piąty. Opowiadamy sobie, rozmawiamy o tym, jak to dziwnie, że powstały najpierw tylko zwierzęta wodne i powietrzne, a potem zabierają się za rysowanie. Po chwili W. pyta:
- Pani Alicji, pani Alicjo, w były już wtedy ręczniki?
- No coś Ty! – odpowiada kolega z ławki. – Przecież ręczniki wymyślili ludzie, a ludzi jeszcze nikt wtedy nikt nie wymyślił.
- Aha aha, no racja. A rozgwiazdy już wtedy były?
- Były, pewnie!
Praca wre dalej. Po skończonym rysowaniu zbieram obrazki i przystępujemy do ich oglądania. Na rysunku W. mnóstwo się dzieje, szczególnie w temacie gadów.
- A dlaczego ten żółw stoi na głowie? – pytam autorkę.
- Bo on się tak ucieszył, że już powstał, i że są inne żółwie, i ptaki, i ważki, i foka, i w ogóle tyle już jest, że jemu, proszę pani, kompletnie odbiło z tej radości, no i stanął na głowie, bo już nie wiedział, co ma zrobić!

No tak. Wszystko jasne. Uwagę moją przyciąga jednak jeszcze inny żółwiik, leżący pod parasolem z liścia. Znad głowy i po obu stronach nóżek wystają mu bowiem jakieś dziwne pomarańczowe wypustki.
- A powiedz nam jeszcze, W., na czym ten żółw leży?
- No.. jak to… Na rozgwieździe.
- ????
- …Bo skoro ręczników jeszcze nie było… a chce się poopalać… to na czymś się musiał przecież położyć…

Pewnie, że musiał. W przciwnym razie piasek nasypałby mu się do kąpielówek. To wszyscy wiedzą.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS