RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2011

Wszystko jest poezja

21 sty

Drugasy są już duże, postanowiliśmy więc, że wierszyki dla babć i dziadków wymyślimy sami. Wspólnie, bo my lubimy wspólnie. Ach, jaki będzie wspaniały prezent w dniu ich święta!

Sposób pracy był prosty: ja wymyślam pierwszy wers, a Oni rymują do niego drugi. I takie piękne dwuwersy zapiszemy na zrobionych własnoręcznie zakładkach do książek, które Misiaki podarują dziadkom.

To była długa lekcja. Poniżej wersje apokryficzne, czyli te, które nie znalazły się na zakładkach, ale za to zapisały się złotymi literami w moim czułym wnętrzu, które niejedno już coprawda widziało, ale… ech…

Rymowanie jest nader przyjemnym zadaniem: wszak tyle słów przychodzi wtedy do głowy!!

- Ukochana babciu…
  nie zgub nigdy kapciów.

- Babciu moja miła…
  życzę Ci, byś się upiła.

- Babciu moja droga…
  niech Ci się nie wbije ostroga.

- Babciu moja kochana…
  niech Cię nie gryzie piżama.

Tyle – babciom. Dziadkowe rymowanki rozpoczęły się w tym samym nastroju…

- Kochany dziadziusiu…
  nie chce Ci się siusiu?
(Tu mały komentarz: uczyliśmy się ostatnio na lekcjach zadawać pytania. Oto żniwo.)

- Drogi dziadku, życzę Ci…
  żebyś zawsze dużo pił.

- Dziadku mój kochany…
  nie bądź rozklekotany.

- Mój kochany dziadku…
  zostaw mi coś w spadku.

Myślę, że na dzień mamy, taty, czy święto wiosny też będziemy wymyślac wierszyki. Niech się Dzieci oswajają z prawdziwą, wielką poezją…


 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zając na śniegu pomyka, a my tańczymy walczyka

17 sty

Ja wiedziałam, że będą problemy z tą piosenką. W pierwszej klasie bardzo ją lubili. Pomyślałam więc, że przypomnimy ją sobie, zaśpiewamy znów, przecież taka ładana. No, i zaśpiewaliśmy. I nawet się uśmiechali. A potem się zaczęło.
Ale po kolei, po kolei.

Pierwsza zwrotka brzmi tak:

"Hej, biały walczyk, hop, hop, hop,
zając na śniegu znaczy trop
zając na śniegu pomyka
a my tańczymy walczyka
a my tańczymy walczyka"…

- Proszę pani, co to "pomyka"? – rozlega się pytanie.
- Zając. Zajączek. – odpowiadam zachwycona, że w natchnieniu przeżywają poezję piosenki i że widzą pewnie oczami wyobraźni, jak ten zając pomiędzy nami sobie skacze…
- Nieee… Co to znaczy, że on pomyka, się pytam! Co to jest "pomykać".
- Ach… pomykać.. – trochę jestem jednak zawiedziona. – To znaczy biec.
- A trop? – włącza się inny samozwańczy interpretator tekstu.
- Ślady.
- Ślady czego? – wtrąca inny Misiak.
- Zajączka.
Przyznaję. Sama sobiem winna. Ale słowo się rzykło i kobłka właśnie rozsiadła się u płotu.
- Aha aha, to dlaczego ten walczyk jest biały?
- ?
- Powinien być "żółty". Skoro ten zajączek ślady na śniegu zostawia..
- No no, masz rację. – G. jest w swoim żywiole. – Mój pies też tak robi. Pod latarniami, na drzewach, na kołach przy parkingu… Żeby inne psy wiedziały, że on tam był. Wszędzie zostawia ślady. To znaczy trop.
- Ale pies wtedy nie pomyka. Proszę pani, zające sikają i pomykają jednocześnie?
- … (!)
- Fajna ta piosenka. – już nawet W. jest zainteresowana.
- Fajna! I ten zając jaki fajny! – pokrzykują jeden przez drugiego.

Po czym chwytają się za ręce i intonują entuzjastycznie:

"Hej żółty waaaalczyk, hooop hop hoop…"

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The star of death

05 sty

- A za rok dostanę po choinkę Gwiazdę Śmierci! – mówi G. przy śniadaniu, kończąc tym stwierdzeniem długą tyradę na temat Bożego Narodzenia i podarków, jakimi Go obdarowano.
- Ahaa, ahaaa. To suuuper! – odpowiadają Dzieci, najwyraźniej zorientowane w temacie.
- Co to jest Gwiazda Śmierci, Gasparku? – pytam z zainteresowaniem.
- Nie powiem – ucina chłopiec. – Bo to z Gwiezdnych wojen, a pani nie lubi.
Już miałam się obrazić (rzecz jasna, na niby), gdy z pomocą przyszła mi Z.:
-Ja wiem. Ja wiem, co to jest, proszę pani. To jest taka wieeelka ozdoba choinkowa, którą się wiesza na czubku zaraz po tym, jak się zawiesi lampki i włoży pod drzewko prezenty.
- A czemu ona jest "śmierci", bo nie rozumiem?
- Już już już. Bo to jest tak: prezenty leżą pod choinką i nie wolno ich ruszać do wigilii, prawda?
- Prawda. Najprawdziwsza.
- No. I tak gwiazda pilnuje, by nikt ich nie brał.
- ?
- Bo jak ktoś podejdzie i nachyli się, żeby wziąć prezent za wcześnie, to ona (tu nastąpiła stosowna onomatopeja) go zjada. Tego kogoś.
Po sali rozszedł się śmiech reszty Misiaków. Myślę sobie – ależ zaraz biedą Z. zwymyślają za brak rozumu. Nie zdążyłam, niestety, zainterweniować, bo tylko otwarłam usta, gdy rozległy się pokrzykiwania:
- Hej, a ile ona kosztuje?
- A skąd się ją bierze? Z którego sklepu?
- Ej, ja chcę taką mieć!!
Nawet G. wolał ją od tej-swojej-z-gwiezdnych-wojen…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dlaczego ogórek?

03 sty

Czwartkowe zajęcia plastyczne. Święta tuz tuż. Misiaki pochylone nabożnie nad mokrymi kartkami malują delikatnie kształt szaty klęczącego Józefa. Nie jest to łatwe: farba rozpływa się przecież po kartce, a tu poza szatą jeszcze poblask namalować należy, który odeń bije. Dzieci pracują w skupieniu, tylko co jakiś czas słychać szuranie pędzlami o denka słoików. Aż tu nagle w tej ciszy rozlega się wrzask iście szatański:
- Proszę paniiii!! Ogórek!!
Podbiegam prędko do Zosi i oglądam Jej obraz. Pośród delikatnej smugi blasku leży na kartce dziwna plama.
- Zosiu, alez spokojnie, namaluj rękawy, zaraz zobaczysz tutaj świętergo Józefa…
- Mówi pani o tym ogórku??! – zapytuje ze zdumieniem Zosia.
- Zosieńko, no naprawdę… (tłumię chichot ilektoć spojrzę ku kartce)…
- No, no właśnie naprawdę. Ogór, proszę pani. Wstrętny kiszony ogór.
- Zosiu..ale..
- Kiszony kiszon. I do tego żółty. Kto to widział żółty ogórek? Nawet porzadnym ogórkiem ta plama nie umie być.
- …
- I do tego z blaskiem. Ogór z blaskiem. Poświata jakiegoś ogóra zamiast Józefa otula! Oo, i nawet wiersz wyszedł.
- … (!)
- …Urósł mi tutaj. Okrropny. I co na to powie Maryja, jak zamiast Józefa tego tu zobaczy, no… ogóra. Proszę pani, co Ona powie..??
- …. (!!!!)
- No, sama pani widzi.
- Eeeeeekhmm… Zosiuu… Spróbuj to jakoś.. poprawić…

Odchodzę za filar i robię kilka głębokich wdechów. Dam radę. Dam radę. Dam.. Chowam twarz w dłoniach. Spokojnie, tylko spokojnie… Uff, udało się. Myślę o czymś bezkresnie smutnym i wychodzę znów pomiędzy ławki, by pomagać Dzieciom. W klasie grobowa cisza, wszyscy pracują przejęci. Tylko jakiś szept jakby słychać. Co to za szept? Podnoszę głowę i nasłuchuję.
- Uciekaj.. uciekaj, ty.. kiszko..! – syczy po cichu Zosia.

Nie powiem, co było dalej, bo strasznie mi wstyd.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS