RSS
 

Archiwum - Październik, 2010

Misiakowe pomysły.

29 paź

Zauważyłam ze zdumieniem, że aktywność moich Misiaków to w istocie (sic!) dialektyka pomysłowości oraz jej braku. Więcej Wam powiem: trudno właściwie powiedzieć, która z tych postaw jest bardziej twórcza. Dziwnie to brzmi, ale spójrzcie.

Oto przykład pomysłowości.

Śniadanie, czyli czas wolnych swawolnych rozmów. Na gruncie zjadanych przeze mnie mandarynek wyrosło pytanie Miłosza do Dzieci, czy znają taką-a-taką piosenkę o owocach. Znają. No więc Miłosz dalej, że taka dziecinna, że On nie znosi jej słuchać, ale ona, jak na złość, zawsze pojawia się tuż przed programem, który Miłosz ogląda, więc jest do tego zmuszony. Do słuchania, znaczy. A taka dziecinna, że wstyd ją słyszeć. Julka na to, że wiele jest takich dziecinnych piosenek, które wszędzie są wpychane, i że to skandal, bo porządny drugas przecież wprost nie może ich znieść. Siedzą, myślą, kontemplują. I nagle rodzi się on. Pomysł.
- Powinno być radio… Takie specjalne radio, w którym puszczają same piosenki dla Dzieci. – rzuca jeden Misiak. – Te wszystkie dziecinne "Puszki okruszki" i inne pieski małe dwa.
- Taak. I my byśmy go wtedy nie słuchali. – puentuje drugi. – I byłby spokój.

Fajne? Fajne. A teraz przykład na brak pomysłowości.

Przerwa. Ładne słonko, więc wyszłam do ogrodu razem z Nimi. Wspinamy sie ochoczo na naszą szkolną namiastkę małpiego gaju. Dziewczynki zawisają na dwóch poziomach lin i po chwili proszą, by Im zarecytować "Pawła i Gwała", a One przedstawią. No więc zaczynam: "Paweł i Gaweł w jednym stali domu, Paweł na górze, a Gaweł na dole…". One zajmują pozycje na linach. Wszystko pięknie pokazują: Gaweł poluje hałaśliwie, Paweł siedzi spokojnie i czyta gazetę (tzn udaje, że czyta, żeby nie było). Aż dochodzę do frazy: "Cóż było robić? Paweł tylko pisnął; wrócił do siebie i czapkę nacisnął". Asia wspina się na górę po linie, pantomimicznie siada w fotelu i… zastyga. Myśli. Myśli. I nagle Jej ręka wędruje do główki i naciska palcem, jakby włączała odkurzacz, przód własnej czapki. Po czym uśmiecha się triumfalnie.

Omal nie spadłam z liny. Zrobiliśmy antrakt, bo pani nagle musiała iść do szkoły. No bo powiedzcie, czyż nie wspaniały brak pomysłu?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hał hał hał

11 paź

To była chyba środa. Zosia przyniosła ciasto na deser, więc zarazśmy ochoczo przystąpili do zapytywań: kto piekł, jaki jest przepis, itp. Dziewczynka objaśniła skwapliwie, że twórczyną wypieku jest sąsiadka, od której często zosiowi rodzice kupują ciasta po prostu. Im nie starcza czasu, by piec, jej natomiast, to jest sąsiadce, nie starcza  funduszy na życie, dlatego ciasta chętnie sprzedaje. Zachwycamy się więc zgodnie walorami przyniesionej przez Zosię słodkości, aż tu w sielankę zadowolonych pojękiwań włącza się Gaspar:
- To ciasto smakuje psią sierścią, proszę pani.
Zareagowaliśmy w jednej chwili – ja i Dzieci – tłumacząc Gasparowi, że to nieładnie tak mówić, wszak Zosi rodzice zadbali o ciasto dla nas, Zosia je przyniosła z dobrego serca, więc trzeba pochwalić i tyle, a wszelkie krytyczne uwagi raczej zachować dla siebie.
- Racja, przepraszam, głupio się zachowałem – rzekł po chwili chłopiec i pogrążył się w zadumie przerywanej tylko odgłosami żucia i przełykania.
Inne Misiaki natomiast poczęły rozpytywac o autorkę specjału, który wyraźnie przypadł im do gustu.
- A jak pani sąsiadka ma na imię?
- A jak często piecze dla was ciasta?
- Lubisz z nią rozmawiać?
- Jakie ciasta najczęściej piecze?
I tu włącza się Gaspar:
- A ma może psa?…

Dobrze, że zjadłam już to, co miałam do zjedzenia, bo nagły prychnięcie śmiechem mogło się skończyć niekontrolowanym wysypem okruszków na stół i okoliczne Dzieci. Oni jedli więc spokojnie dalej, a ja musiałam nagle wyjść do toalety. Są bowiem niunase, do których się dorasta, i one wtedy bawią. I ja chyba już dorosłam, a oni na szczęście jeszcze nie.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS