RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2010

O kocie, który jeździł koleją

12 kwi

Opowiadałam dziś moim Uczniom podczas śniadania dawniej przeczytaną historię pewnego kota.

Otóż imć kot wyjechał był kiedyś ze swym właścicielem daleko daleko w podróż, na drugi kraju koniec. Tam razem mieszkali, pan był, był z nim kot. A potem się zgubił. Nie pan. Kot zaginął boleśnie i nie wiadomo było, co począć. Listy gończe rozwieszone, sąsiedzi wypytani, i nic. Smutek nieutulony. Do tego pan musiał juz wracac do siebie, tam, skąd przyjechał. Powrócił więc na tarczy i przez kilka tygodni trwał w żalu po kota stracie pogrążony. Siedzi więc pewnego wieczoru ów pan przy przysłowiowym kominku, czyta, powiedzmy, "Wojnę i pokój" (w sumie czemu nie) i słyszy nagle drapanie do drzwi. Idzie. Otwiera. Patrzy – na progu siedzi kot. TEN kot. Wyniszczony do imentu, ale TEN, bez wątpienia. Bo gdy się zgubił tam, hen, i chciał wrócić do pana, to tu tylku go przygnało – do domu. Piekna, co tu dużo mówić, opowieść.
I co na to moje siedmioletnie Misiaki..?

Chwila niedowierzania, ciszy, pochylenia się nad niesamowitością zwierzątka. A po chwili pierwsza nieśmiała sugestia.
- Wrócił pociągiem. Poszedł na stację, poczekał na pociąg do siebie, i wrócił.
- Ale dlaczego taki brudny i wymęczony?
- No.. bo jechał pociągiem, przeciez mówię.

Za chwilę inne Dziecko:
- Autostopem wrócił, mówię pani. Wyszedł na ulicę i wystawił palca i go zabrali.
- Koty mają bardzo małe palce.
- Ale on się na pewno bardzo starał.
- A skąd kierowca wiedział, gdzie kot chce jechać?
- Kot mu szarpał za kierownicę…
- ?
- …ząbkami.

Dołączają się ochoczo następni:

- Jak się zgubił to poszedł na policję i chciał zgłosić swoje zaginięcie, ale policjanci go nie rozumieli, więc go zbili. Potem, jak zobaczyli, że on płacze, to dali mu takiego małego misia i koc i odwieźli go do domu.
- Kot wcale ni zaginął, tylko uciekł i poleciał na Wyspy Kanaryjskie. Po kilku dniach napisał do swojego pana list: "Fajnie się bawię, jest mi ciepło, kąpię się w morzu..a nie, koty się nie kąpią.. Fajnie się bawię, nic się nie martw, koleś. podpisano: kot (twój)".

Echchch. A taka ładna historia…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS