RSS
 

Sam jeszcze nie wiem, co ze mnie wyrośnie…

19 kwi

Kończymy epokę starych rzemiosł, postanowiłam więc pomówić z trzeciakami o tym, kim chcieliby być. Przy okazji poprosiłam, by opowiedzieli o drodze, którą, Ich zdanie, trzeba przejść, by dany zawód móc wykonywać.

A. chce zostać dyrektorem banku. Zapytany o to, co Jego zdaniem trzeba zrobić, by takowym zostać, począł głośno myśleć:

- Cóż… Wiedzy taki dyrektor to mieć nie musi… Siedzi, papiery podpisuje.

- A szkoły jakieś, jak myślisz, czy trzeba jakieś szkoły wcześniej skończyć?

- Podstawówkę.

- ?

- No, żeby umieć pisać, psze pani. Te papiery podpisywać żeby umieć.

 

A potem W. objaśniała nam przez kwadrans, że będzie krytyczką w programie telewizyjnym „Hot czy not”. Wieleśmy pytań zadali i i wiele wody w Wildze upłynęło, nim pojęliśmy, co to za program jest. Otóż, wyobraźcie sobie, Wy, wrażliwi poznawczo czytelnicy i czytelniczki wrażliwe, że jest to szoł, w którym ocenia się za pomocą słów „hot” lub „not” urodę i atrakcyjność osób, które o ową krytykę zabiegają. Gdzie Ona to widziała i dlaczego nikt nie zasłonił Jej oczu – nie wiem. Dość, że taki właśnie zawód sobie oto wybrała, kobyłka stoi u płotu i trzeba ciągnąć ją (kobyłkę) dalej w zarośla. Pytam więc, co umieć należy, by ową krytyczką zostać.

- Oj, to baardzo trudny zawód, pani Alicjo! – odpowiada zatroskana W.

- A dlaczegóż to? – ja na to, niemniej zatroskana.

- Bo trzeba być… trzeba być bardzo twardą.

- ?

- Ach, no jakże to? Jakie to musi być trudne, powiedzieć komuś: not, not, kolego!

- !

- Ale ja sobie dam radę. Proszę się nie martwić. Ja sobie z tym dam radę.

Not. NOT, ludzie!!!!  - wywrzaskuje W. w ciasną przestrzeń klasy.

 

No, a Helenka chce zostać weterynarką. Opowiadała, że studia trzeba skończyć, że budowę zwierząt poznać, ich choroby, że mieć trzeba praktyki w lecznicy, w gospodarstwach… No tak. Ale czymże to jest naprzeciw słodkiego losu dyrektora banku czy ciężkiej orki krytyczki?

Niczem!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Historia bardzo podoba do tej bożonarodzeniowej.

04 kwi

Idzie ku świętom, zrobiliśmy więc palmy. Opowiadałam też misiakom jak to drzewiej z palmami bywało, bo zwyczaj prastary jest.

- I, wiecie, ludzie po polach i łąkach różne cudowności zbierali kolorowe, coby je do palm powplatać.

- Ale proszę pani, przecież teraz jest bardzo mało kolorów na świecie. Szaro..

- No, i otóż to! – złapałam w lot okazję do podróży wgłąb wyobraźni. – Jak Wam się zdaje, co więc zbierano na przednówku? Co teraz jest kolorowe?

- Kwiatki? – zapytał ktoś niepewnie, by po chwili zostać zakrzyczanym, że przecież kwiatki jeszcze niezupełnie z ziemi wylazły, i tylko jakieś białe przebiśniegi, a co to właściwie jest za kolor.

- No! – zachęcam. – Co można znaleźć w lesie kolorowego?

- Grzyby! – rzuca W., zanim dotrze do Niej, że mamy jednak kwiecień.

- Pomyślcie… – podpowiadam delikatnie. – Idziecie łąką… I co tam się kolorowo w trawie wyróżnia..?

- Wiem, wiem! – wykrzykuje triumfalnie J. – Śmieci!

W tej samej chwili H. wpada Jej w słowo:

- Martwy ptak!

Stąd już do barwnych piórek było blisko, więc łatwo Ich naprowadziłam.

A potem mię naszła refleksja.

Po jakich łąkach chodzą moje dzieci i dlaczego, na Boga, ten ptak jest martwy..?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Alleluja!

28 mar

Będziemy wysyłać kartki wielkanocne, któreśmy sami przygotowali. Czas więc było wymyślić życzenia. Ustaliliśmy, że będą rymowane, bo dzieci przepadają za wierszowaniem. Rozdałam kartki i zaczęli szeptać między sobą. Po chwili do uszu mych czujnych dotarła pierwsza próbka:

- Życzę Ci jajka smacznego… (chwila poszukiwania rymu) …Kurczaka ekologicznego…

- O! – wrzasnęłam potężnie i już byłam przy nich. – Ładny pomysł. Ciekawy. Niebanalny.

- Ekologia jest ważna, psze pani.

- No tak, tak, pewnie. Cieszę się, że Wam to przyszło do głowy.

- A dlaczego? – zapytuje A.

- No, bo zawsze to lepiej, kiedy kurczaki chodzą sobie po trawie, dziobią ziarenka… – zaczęłam opowieść i widzę, że są ciężko zdumieni tym, co też prawię. Myślę sobie: „Oj, czas chyba ustalić kwestie rudymentarne”. Zagajam więc od niechcenia:

- A… powiedzcie mi… Co to znaczy, że kurczak jest ekologiczny, hę?

- No jak to?! – misiaki wybuchają oburzeniem. – To znaczy, że sortuje śmieci do takich pojemników, wie pani. Osobno szkło, plastik, papier…

- …osobno te, jak to tam, ogr… organiczne: no.. obierki od ziemniaków, skorupki… A, nie, skorupki nie… One chyba jajek to nie jedzą… – dodał nieco zakłopotany A.

- Chyba, że czekoladowe – zauważyła celnie W. – Ale i to raczej nie.

- Nie?

- Nie. Bo by im się kojarzyło. Nieprzyjemnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Litwo, ojczyzno moja.

16 lut

No i zagnały nas lutowe wiatry w przepastne sale dzielnicowego etapu konkursu recytatorskiego. Siedzą misiaki na twardych krzesełkach i denerwują się okropnie. Aż z tych nerwów dostały kataru.

- Proszę pani, proszę pani, muszę  n a t y c h m i a s t  wytrzec nos! – teatralnym szeptem krzyczy do mnie W. Zerkam na Nią co rychło i zauważam, że istotnie, pośpiech jest tu bardzo wskazany.
A ja akurat nie mam chusteczki! Schylam się więc pod krzesło, na którym W. siedzi, i zaczynam w panice grzebać w tornistrze, który tam leżał. Po chwili wyjmuję z którejś z kieszonek zmiętą i raz już chyba użytą, ale wspaniale się jeszcze w zaistniałej sytuacji nadającą chusteczkę. Obdarowuję więc z uśmiechem W. i wracam do uważnego słuchania stojącej na środku i recytującej recytatorki. W. wyciera nos po czym oddaje mi zwinięta w kulkę chusteczkę, która zdecydowanie nie nadaje się juz do tego, by ktokolwiek poza Nią brał ową do ręki. Podnoszę więc z podłogi przeszukany wcześniej tornister i nadstawiam Jej, by sama umieściła chusteczkę w kieszonce.
- A mogę do swojego plecaka schować? – zapytuje na to W. i wskazuje palcem leżący pod moim krzesłem tornister.
- Yyyyy…. – odpowiadam elokwentnie po czym biorę chusteczkę i wciskam do kieszeni bluzy. A co tam. Nie takie rzeczy ludzie robią. 
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi…

01 sty

Lekcja malowania tuż przed Świętami. Pani B. rozpoczyna rozmowę, w której naprowadzi Misiaki na to, co dziś będ ą malowały.
- Z czym Wam się kojarzą Święta? – pyta  uśmiechając się delikatnie i nastrojowo.
- Z Jezuskiem! I z Maryją! I osiołkiem, barankiem! – wrzeszczą jeden przez drugiego zachwycone łatwym pytaniem Dzieci.
- Tak tak, z szopką, to na pewno. – kwituje pani. – Ale z czym jeszcze?
- Z wołkiem! Z pastuszkami! Z aniołem!
- Tak tak, to dalej szopka. Tak… pastuszków anioł prowadził, a królów – gwiazda. Ale z jakimi… z jakimi rzeczami Wam się Boże Narodzenie kojarzy?
- Yyy.. z rzeczami..? -  konsternacja jest, jak zawsze, tylko chwilowa. – No… z opłatkiem. Z siankiem. Z potrawami..
- Dobrze. Oczywiście. Dwanaście dań. Puste nakrycie. Tak tak. Ale pytam o rzecz, którą każdy z Was ma w domu.. Przy czym stoi świąteczny stół? Co jest niezbędną ozdobą tych Świąt..?
- Juz wiem, już wiem! – J. jest wyraźnie podekscytowana. – ..Telewizor!

Taak, to była naprawdę łatwa zagadka. Taka byłam z nich dumna, że prędko odgadli.
A potem, nie wiedzieć, czemu, pani kazała nam namalować choinki.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bóg umarł.

28 paź

Szósty dzień stworzenia świata: powstały zwierzęta lądowe i ludzie. Dzieci po długiej rozmowie zabierają się za rysowanie. I, jak się zresztą spodziewałam, za wątpliwości natury ontologicznej:
- Czy ci ludzie to byli jakoś ubrani? – pyta jeden trzeciak.
- Noo..! – odpowiada inny, nim zdążę otworzyć usta. – Ja im rysuję spódniczki z trawy.
- A ja staniki z kokosów! – dopowiada trzeci.
- Z całych??
- Nie no, z połówek. I buty. Buty też z połówek.
-Takie małe mieli stopy? Ja mam 32 numer, są takie kokosy, myślisz?

Trwa debata na temat rozmiarów orzechów i sposobów ich sznurowania, którą przerywa nagły wrzask W.:
- Aloha!!!
- A Ty co? – pyta kolega z ławki.

Ale W. jest już cała zanurzona w swoim obrazku. Zaglądam przez ramię i widzę, że nastrój stworzenia świata ustąpił miejsca klimatowi hawajskich wczasów. Pierwsi ludzie są obwieszeni wieńcami barwnych z kwiatów, siedzą pod palmami, na których przysiadły fantazyjnie ufryzowane papugi i tukany. Trzeciaki raz po raz odkładają kredki i próbują falować w tańcu, który kojarzy im się z beztroską egzotycznych wakacji.
No nic – myślę. – Czemu nie mają tak właśnie wyobrażac sobie świata zaraz po stworzeniu?
I wtedy odzywa się A.:
- O rany, a ja narysowałem lecącego nietoperza, choć to jest dzień przecież! Ale w sumie takie to były czasy, że wszystko mogło się zdarzyć. Nikt nad niczym jeszcze nie panował.
- Takie czasy, takie czasy… Nikt nie panował… – powtarzają w zadumie wszyscy i zastygają nad obrazkami w pozie antycznych myślicieli.

I tak właśnie, nagle, pośród epikurejskiej sielanki, dopadł moje dziewięciolatki nietscheański zmierzch bogów.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozgwiazda plażowa.

15 paź

Lekcja z Trzeciakami, epoka stworzenia świata, dzień piąty. Opowiadamy sobie, rozmawiamy o tym, jak to dziwnie, że powstały najpierw tylko zwierzęta wodne i powietrzne, a potem zabierają się za rysowanie. Po chwili W. pyta:
- Pani Alicji, pani Alicjo, w były już wtedy ręczniki?
- No coś Ty! – odpowiada kolega z ławki. – Przecież ręczniki wymyślili ludzie, a ludzi jeszcze nikt wtedy nikt nie wymyślił.
- Aha aha, no racja. A rozgwiazdy już wtedy były?
- Były, pewnie!
Praca wre dalej. Po skończonym rysowaniu zbieram obrazki i przystępujemy do ich oglądania. Na rysunku W. mnóstwo się dzieje, szczególnie w temacie gadów.
- A dlaczego ten żółw stoi na głowie? – pytam autorkę.
- Bo on się tak ucieszył, że już powstał, i że są inne żółwie, i ptaki, i ważki, i foka, i w ogóle tyle już jest, że jemu, proszę pani, kompletnie odbiło z tej radości, no i stanął na głowie, bo już nie wiedział, co ma zrobić!

No tak. Wszystko jasne. Uwagę moją przyciąga jednak jeszcze inny żółwiik, leżący pod parasolem z liścia. Znad głowy i po obu stronach nóżek wystają mu bowiem jakieś dziwne pomarańczowe wypustki.
- A powiedz nam jeszcze, W., na czym ten żółw leży?
- No.. jak to… Na rozgwieździe.
- ????
- …Bo skoro ręczników jeszcze nie było… a chce się poopalać… to na czymś się musiał przecież położyć…

Pewnie, że musiał. W przciwnym razie piasek nasypałby mu się do kąpielówek. To wszyscy wiedzą.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Górskie opowieści

25 sie

Wychodząc z Doliny Małej Łąki ku szczytom na samotnej trasie napotykamy ni stąd ni zowąd matkę z Dzieckiem, sunących niespiesznie w tym samym kierunku. Mijamy ich i zwalaniamy tempa, a po chwili do moich czujnych uszu dociera taki oto dialog:
- Mamo, mamo, zagrajmy z zagadki! – prosi chłopiec.
- Dobrze. Zatem posłuchaj. Co to jest: małe czarne zwierzątko z długim, puchatym ogonem i z białą pręgą od czubka głowy po koniuszek kity; gdy się denerwuje, to brzydko pachnie.
- Hm… nie wiem, nie mam pojęcia.
- Skunks.
- Eee, to było za trudne. Wolę tę o wilku.
- Dobrze. Posłuchaj w takim razie. Zwierzę wielkości dużego psa, z długim ogonem i szarą sierścią, żyje w stadzie, w nocy wyje do książyca.
- Hm..no nie wiem…lis?

Najgorsze jest to, że oddaliłyśmy się już na tyle, iż nie dosłyszałam odpowiedzi mamy. Ale myślę, że to faktycznie był lis. Przecież to łatwe.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Frazeologia na wakacjach (konkurs)

07 sie

Misiaki odpowczywają gdzieś nad ciepłymi morzami, a ja w tym czasie zajęłam się inymi Dziećmi. Przez dwa tygodnie obozu (FAL, ze wszech miar polecam) przechodziliśmy sobie niespiesznie przez przeróżne emocje i stany. Pewnego dnia stanęliśmy przed gniewem i, pochyliwszy się nad nim, ustaliliśmy, że krajowy rejestr wulgaryzmów jest dla Dzieci nieprzystępny i ubogi.
Postanowiliśmy więc wymyślić własne.

A nie jest to wcasle łatwa robota. Przekleństwo musi być bowiem zaopatrzone w siłę, którą co prawda nadaje mu głównie odpwoiednia intonacja, ale dobór słów również jest nie bez znaczenia. Poniżej lista perełek, które nam się wykluły (nie będę dalej szła w tę mataforę, bo wykluwanie się perełek z czegokolwiek już jest mocno podejrzane…) podczas kilkunastominutowej burzy mózgów:
(przy głośnym czytaniu nalezy pamiętac o odpowiednim zaakcentowaniu poszczególnych słów)

- Ostrry zab!
- Do jasnej żaby!
- Mięciutki kapciuszek!
- A niech to stary grzyb!

I tą czwórcą niniejszym otwieram wakacyjny konkurs na najdosadniejszy wulgaryzm. Piszcie, nagrody czekają!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szlakami absurdu.

18 maj

Wycieczka szlakiem krakowskich świętych. Zatrzymujemy się wraz z przewodnikiem przy stópce św. Jadwigi. Kto pamieta legendę? Wszyyscyyy! Jadwiga przejeżdżała obok murarzy, jeden smutny był, żona jego ciężko bowiem chora, a jego na lekarza nie stać. Położyła więc Jadwiga na kamieniu stopę, klamrę złotą z bucika odpięła, murarzowi podarowała. Na kamieniu odbił się ślad jej buta.
- Co nam to o niej mówi? – pyta pan przewodnik.
Odpowiedź pada bez wahania:
- Że była ciężka – rzuca któryś Drugas.
- Jak słoń! – dodaje ktoś inny.
- No, ej, żeby tak odbić w głazie ślad, to trzeba być dopiero…
- I bardzo dobra..? – dodaje cicho przewodnik.
- No tak, tak, też… Ale, proszę pana, jaka wielka do tego!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii