RSS
 

O, sancta simplicitas!

29 cze

Czerwcowa lekcja historii. Opowiadam o Kazimierzu Wielkim: powoli ze szczegółami wprowadzam w nastrój czasów, spraw oraz cech osobowych omawianej postaci. Misiaki słuchają z uwagą; barwny to był władca, się on Misiakom coś podoba. U schyłku opowieści przechodzę do wyjaśnienia, dlaczego nazwano go „Wielkim”. Wprowadzam więc najpierw krótko podział na klasy społeczne, bo przecież między innymi z tego właśnie Kazimierz był znany, że dowartościował bardzo najniższe z nich – chłopstwo i mieszczaństwo . To będzie puenta i Misiaki same na nią wpadną. Niegłupie to są bowiem Misiaki.
- Powiedzcie mi zatem… – zawieszam głos i spoglądam na tablicę z rozpisanymi warstwami społecznymi – …co takiego mógł, Waszym zdaniem, zrobić w tym obszarze Kazimierz, że nazwano go Wielkim? Co byłoby słusznym i ważnym czynem na miarę jego czasów?
Dwie osoby wykrzykują naraz bez cienia wątpliwości w głosie:
- Przyznał prawa kobietom!
Oj, mądre te Misiaki. Mądre.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nazywam się Małek.

02 wrz

Pierwszy dzień geografii; powtarzamy z Misiakami cały poprzedni rok, czyli kraj ojczysty. Gromadka skupiona na podłodze układa puzzle z obrazkiem mapy Polski. Łatwizna, bo i krainy geograficzne, i miasta, i rzeki podpisane (na co dzień pracujemy na „ślepych mapach”). Raz po raz ktoś wykrzykuje z radością, odnajdując brakujący kawałek:
- „-rzyskie”, mam, kto miał „Świętok”? Złóżmy!
- Są całe Karpaty, właśnie dołożyłem Tatry!
Sz. zajął się układaniem pogórza. Czyta sobie powoli i składa kawałek do kawałka. W pewnej chwili wybucha śmiechem, po czym woła do reszty dzieci:
- Ej, a wiecie, jak się nazywa kraina geograficzna, w której mieszka pani Alicja?
Nadstawiam uszu. Dzieci pogrążone w puzzlach odbąkują, że nie wiedzą.
- Małkopolska!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiosna wiosna czyli ile płatków mają ptaki.

21 kwi

Epoka botaniki w klasie szóstej. Początek kwietnia. Idziemy w teren na rekonesans, a po nim szóstaki opisują stan dookolnej flory: że forsycje już kwitną płomiennie, że na klonie jeszcze pąki ledwo co, a kasztanowiec już rozwinął pierwsze listki, itd. Kładę na ławce przewodnik do oznaczania roślin i zwierząt: po sporządzeniu notatki przyszedł czas na zilustrowanie jej. Rozemocjonowania W. chwyta więc za książeczkę.
- Ja narysuję pierwiosnki, co je na łące widzieliśmy!
Szuka w spisie treści. Znajduje. Ogląda.
Zagajam:
- Zwróć uwagę na kolor płatków, tam powinno ładnie być na zdjęciu. Wyście w ogrodzie widzieli różowe, inną odmianę. Te tam jakie masz?
- Yyyyyy…
- No, spokojnie. Pooglądaj sobie i narysuj.
- Yyyy… no bo…
- Spokojnie, naprawdę. (W. ma czasem bardzo krytyczny stosunek do swych umiejętności plastycznych). Dasz radę, to nietrudna roślinka jest.
- Ale… yyy… ja nie wiem…
- Długość ogonków też sobie zaobserwuj.
-…ale tu… tu jest tylko jeden…
- No dobrze. Widzisz, jaki ma ogonek? Długi?
- …yyy… no… To ja może lepiej stokrotkę narysuję…
- Dlaczego, W.? Dlaczego stokrotkę?
-…bo ja nie rozumiem naprawdę.

Nachylam się więc nad Nią. Pomogę. Patrzę na stronę, na której otwarta jest książka. A na niej: piękny pierwiosnek.
Ptak.

(kurtyna)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z pociągu raz jeszcze.

01 wrz

Wakacje bez dzieci – więc i bez wpisu. Ale się mi na tę okoliczność jeszcze jedna sytuacja odmapiętała. Z tego pociągu, cośmy nim na Olimpiadę Szkół Waldorfskich do Poznania jechali. Więc odgrzeję ją niniejszym.

 

Podróż trwa, misiaki robią się głodne. Wyjmują kanapki, soczki, co tam kto ma, zaś W. z rozmachem wydobywa z przestrzeni plecaka paczkę kabanosów. Kładzie na kolanach i szarpie. I ciągnie. I ciśnie. Ale paczka nijak nie da się otworzyć. Tak zgrzali, że bez nożyczek się chyba nie da.

- Pni Alicjo, pani Alicjo! – pokrzykuje rozemocjonowana W., choć siedzę pół metra od Niej. – Nie da się otworzyć tej kiełbasy! Czy mogę iść do przedziału szóstaków i poprosić Ich o pomoc? Silniejsi są może. Otworzą.

Pozwalam. Idzie więc W. i po chwili wraca. Z otwartą kiełbasą i z wieścią, którą wyszeptuje w podnieceniu:  M. zasnął na siedząco! I tak śmiesznie wygląda!!

W przedziale szaleństwo. Każdy chciałby iść teraz do szóstaków zobaczyć, jak to M. wygląda, gdy śpi. Ale przecież wiadomo, że nie puszczę. Jeszcze by Go obudzili albo co. I wtedy zaskakuje mnie szybkość reakcji. Po 8 sekundach od tej informacji pada pytanie od J., która trzymała na kolanach lekturę z zamiarem jej przeczytania. Teraz chwyta mocno obiema dłońmi okładki i z udawanym wysiłkiem krzyczy:

- Pani Alicjo, pani Alicjo! Nie da się otworzyć tej książki!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do pociągu byle jakiego.

14 cze

Na Waldorfskie Igrzyska Olimpijskie do Poznania wiózł nas pociąg długie prawie-osiem-godzin. Trochę było czytania, trochę szycia tunik na ostatnią chwilę, a trochę gapienia się przez okno.
J., siedząca przy samej szybie zaczęła w pewnej chwili z właściwym sobie przejęciem opowiadać o tym, jak to niedawno na stacji w Łodzi Kaliskiej spędziła z mamą masę czasu w oczekiwaniu na pociąg, który się spóźniał.
- To było okropne! – pokrzykiwała J. na cały przedział. – Nie miałyśmy co jeść ani co pić, bo wszystkie pieniądze wydałyśmy na bilet, a pociągu ciągle nie było i nie było! Ławkę, na której przez te długie godziny siedziałam zapamiętam do końca życia! Ta wstrętna stacja, te wstrętne ciągnące się minuty. Ach! Niech będą przeklęte!
Jechaliśmy dłuższą chwilę rozmyślając nad tym, co biedną J. spotkało. Po pewnym czasie pociąg począł hamować; było widać, że zbliża się do następnej stacji. Faktycznie, już wkrótce oczom naszym ukazały się pierwsze kolejowe zabudowania.
- To ONA! – wrzasnęła J. tak nagle, że aż ukłułam się igłą w palec (tak tak, ja też nie uszyłam tuniki na czas…). Łódź Kaliska! Och, Boże, jakże ja nienawidzę tej stacji! Te ściany, te słupy! O niee, i ta ławka, okropna ławka, na której spędziłam tyle godzin! Trzymajcie mnie, nie chcę na to patrzeć!
J. zasłoniła oczy rękami i opadła z emfazą na siedzenie. Hamujemy. I w tej ciszy, w tej słynnej, ciszy, która nastaje tuz po tym, gdy zgrzyt zatrzymywanej maszynerii ucichnie, słychać głos A.:
- Ej. To jest Tomaszów Mazowiecki. Tu jest napisane.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sindbad za kółkiem czyli dzieci mi wzięły i dorosły.

14 maj

Botanika. Zakładamy więc klasową grządkę. Wybraliśmy kawałek ziemi pod płotem w szkolnym ogrodzie i śmy go skopali. Łopatą. I pochylają się nad zagonem piątaki, rękami po łokcie umazanymi korzenie i kamienie wyjmują oczyszczając glebę pod zasiew.
- Ooo, jaki duży kamień! – słychać raz po raz.
- Oooo, stary worek po chrupkach!
- Kawałek szkła!
- Dżdżownica!
- Sto złotych!
- ? ? ? ?
- Żartowałam.
Grupa wybucha śmiechem.
- Wiecie… – mówię na to tajemniczo – …może tu przed wiekami piraci skarb zakopali…
- Piraci? – odzywa się A. z pogardą. I kiedy już biorę wdech, żeby magicznie począć prawić o korsarskich przygodach dorzuca z niesmakiem: – Chyba drogowi.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No to hop.

12 mar

Kończy się nam Grecja, sięgamy więc do związków frazeologicznych, które z niej można wyłuskać. Pięta Achillesowa – łatwizna. Po nitce do kłębka – każdy wie, o co chodzi. Piszę więc następny: koń tro… – po czym zatrzymuję się, by to dzieci dokończyły i wyjaśniły, co frazeologizm oznacza. Ale nie zdążam. O moje plecy odbija się rzucone frenetycznie przez W.:

- Wiem!! Koń troski!” – po czym następuje prędka gonitwa myśli – czymże to ów „koń troski” mógłby być. Że to taka postawa, kiedy ktoś się ko kogoś martwi, i tak dalej, i tak dalej. Słowa wyrzucane są szybko i z ogromną radością, wszak to miło pochwalić się tym, co się wie.
Reszta dzieci zamarła.
Zgrywa to ze strony W.?
Nie, chyba nie.
W. gaśnie trochę, kiedy się okazuje, że ten koń to jednak trojański, ale nie, żeby Ją to zbiło z pantałyku.
- A wie pani, jakie jest mój ulubiony frazero… frazeloo… powiedzenie?
- ?
- Nie mów hop przed zachodem słońca!

Nikt się nie śmieje. Może to jednak zgrywa? – myślę w duchu. I patrzę na Nich podejrzliwie. A Oni na mnie. Hmmm…

Zagramy więc teraz może w sprawdzanie znajomości powiedzeń w ogóle, nie tylko tych rodem z Hellady. Otwieram słownik na chybił-trafił i czytam pierwsze z brzegu:
- „Myśleć o niebieskich migdałach”… – rzucam w salę.
I wtedy budzi się Sz.
- Jak to? Że drogich? – pyta poirytowany.
Tym razem dzieci patrzą na Niego zdumione.
- Bez sensu – ciągnie dalej Sz. – To znaczy, że marzyć o czymś, czego się nigdy nie dostanie, tak? Bo za drogie?
- ?? – patrzymy wszyscy na Sz. jak kobyły w malowane wrota. Wtedy Sz. traci cierpliwość:
- No to ja już nie wiem, co to znaczy „myśleć o niemieckich migdałach”!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bogini satelitarna oraz czeski błąd pod Troją.

20 lut

Jesteśmy z piątakami w Starożytnej Grecji. Byliśmy już w Indiach, Mezopotamii, Persji i Egipcie, więc nic, co ludzkie, nie jest nam obce. Czytamy, notujemy, dzieci z uwagą słuchają o tym, co tam w Helladzie piszczy. Zresztą nie tylko słuchają, bo chętnie mówią też sami, ten akurat starożytny kraj dobrze jest w naszej kulturze znany.
Wczoraj przeżywaliśmy wspólnie historię sporu trojańskiego. Jak to zła Eris wtargnęła na ślub Peleusa i Tetydy z jabłkiem okraszonym dedykacją „dla najpiękniejszej”. I jak to się boginie o owo jabłko były pokłóciły. A jakie boginie? Ach, to dzieci wiedzą przecież świetnie już od dawna:
nieprzyjemna i dumna Hera, prześliczna Afrodyta oraz ta najmądrzejsza: ulubiona piątaków moich grecka bogini ANTENA.

A potem, kiedy już wojna o podarowaną Parysowi Helenę rozgorzała na dobre i trwała długie 10 lat bez skutku – Achajowie wpadli na pomysł konia trojańskiego i za jego pomocą wdarli się za mury Troi. Tu zaczynam żywiołowe i plastyczne opisy: oto pod osłoną nocy z wnętrza konia wychodzą uzbrojeni wojowie, czuwający pod bramą Sinon daje znak czekającym w zatoce okrętom, z których wysypują się żołnierze… Napięcie rośnie: czy trojanie się zbudzą, czy Achajowie zdążą zaatakować znienacka? Na licach piątaków pojawiają się wypieki. A ja celowo przedłużam malownicze opisy…
I wreszcie zaatakowali. Bitwa rozgorzała. Zwarły się miecze, powietrze najeżyło się strzałami.. (ton mój staje się bliski triumfu, widzę radość w oczach dzieci, więc konkluduję): Achajom udało się…

…i tu równie triumfującym tonem przerywa mi A., który, jak zwykle, chce mnie ubiec, bo przecież świetnie zna się na historii, kończy więc głośno i dobitnie:
…Achajom udało się zabić Helenę i odbić trojan!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Aktualności z kraju.

18 paź

Trwa krajowa wojna o dżendery.
A w naszej klasie nudy, stara dobra matematyka.
Dzieci stoją w rzędzie z naklejonymi na koszulkach cyframi: 2, 3, 4, 5, 9 i 10. Zadanie polega oto na tym, że piszę ja na tablicy liczbę, a osoby, które „są” dzilnikiem danej liczby występują. Łatwe? Pewnie, że łatwe.
Piszę więc 132; występują dzieci z naklejoną 2, 3 i 4.
- Dobrze! – chwalę. To teraz inna liczba, niech dzielniki wstąpią.
- Pani Alicjo!! – mówi napominająco H. – Tu są też dziewczynki.
- ?
- Dzielniki i dzielnice!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W krainie fleksji.

06 cze

Czytaliśmy z czwartakami przecudnej urody wiersz o maju. Pięknie w nim było namalowane to, co wtedy na świecie się dzieje. Potem pomówiliśmy jeszcze o dziecięcych własnych przyrody majowej obserwacjach, po czym przystępujemy oto to sporządzania opisu tegoż właśnie wspaniałego wiosennego miesiąca. Piszę zatem na tablicy wersalikami barwnymi: OPIS MAJA.
Po chwili zgłasza się Sz. i pyta z przekąsem:
- A wie pani, jakie zwierzątko posiada maj?
- Zwierzątko?.. Maj..? – Sz. jest nowy w naszej klasie i lękam się jakiejś grubej zgrywy. – Noo…
- Pszczółkę! – odparowuje On nie wytrzymawszy napięcia.
- ? – dzieci patrzą na Sz. i chyba też się boją.
- Noo, ej. Czyja pszczółka? Pszczółka maja!
Tak. Trzy tygodnie jest w szkole, a już nasz :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS